piątek, 7 stycznia 2011

Karnawałowe smakołyki


Brawa dla tego kto wymyślił Karnawał! Tak jak twórcom „Kevina” zawdzięczamy świąteczne obrastanie w tłuszczyk (wylegiwanie się przed telewizorem), tak wynalazcy karnawału możemy być wdzięczni za proces odwrotny. W karnawale nasze kończyny i umysły idą w tany!
Nie da się jednak ukryć, że nagromadzony w parę dni tłuszczyk nie wystarczy tym, którzy naprawdę intensywnie postanawiają imprezować.

Najlepszym pomysłem są drobne przekąski. Nie obciążają ciężko pracujących w grudniowym okresie żołądków, dodając przy tym sporo energii.
Ich sekretem jest to, że wszystkie potrzebne do ich wykonania składniki znajdziemy na wyciągnięcie ręki. Karnawałowe przekąski najlepiej wymyślić bowiem na bazie resztek zalęgających w lodówce.

Tradycyjnie, mój dom po Bożym Narodzeniu przypomina wiewiórczą dziuplę. Orzechy znajdę wszędzie, gdzie tylko sięgnę wzrokiem.
W tym roku wyjątkowo sporo zostało też suszonych owoców, jabłek, śliwek, moreli, ananasów… i serów.

Oto do czego zaprowadziły mnie te kulinarne inspiracje…

Śnieżne kule

Myślałam – co będzie zarazem sycące, ale niewielkie. No i smaczne. Odpowiedź przyszła dopiero, gdy wyszłam na dwór do parku. Ujrzałam, jak pewien tato uczył swego kilkuletniego syna jak zrobić śnieżną kulę tak, by na prawdę przypominała kulę, a nie kotlet schabowy. Należy wziąć okrągły kamyk i szczelnie opatulić go w śnieg. Toczenie tak powstałej kuli da znakomite efekty, obiecywał pan tato. Postanowiłam sprawdzić, czy ta zasada sprawdza się także w kuchni.

Moim kamykiem miały być oliwki
a śniegiem sery.

Nie mam pojęcia jak powstaje prawdziwy śnieg. Mój powstał jednak z połączenia połówki sera camembert i serka twarożkowego (byle by był puszysty jak śnieżny puch). Należy dokładnie zmieszać ze sobą ob sery, polecam użycie blendera. Myślę, że całkiem smaczną opcja jest wkrojenie ostrej papryczki chilli lub dwóch, trzech ząbków czosnku. 


Sprawa jest dość prosta - należy wziąć oliwkę i obtoczyć w masie serowej. Ale to nie koniec. By było smaczniej i efektowniej, następnie obtaczamy je w posiekanych drobno orzechach lub migdałach.


Śnieżne kule z masy serowej !

Zjeść czy nie zjeść.... ?







A na deser ? 
Coś lekkiego, coś czekoladowego, coś świątecznego... Jednym słowem - pieczone jabłka !
Podaję przepis mojej starszej siostry :-)
Jabłuszka przecinamy na pół i usuwamy gniazda nasienne. Teraz pora na farsz. Wybieramy owoce sezonowe, jabłka, pomarańcze, mandarynki, ananas. No i bakalie - suszone morele, figi, śliwki, daktyle.  Wszystkie tniemy na małe kawałeczki. Dorzucamy kilka orzechów. Wszystko to nie pozostawiamy od tak, a zalewamy roztopioną czekoladą. Dla świeżo opierzonych kucharzyków podpowiedź - czekoladę topimy w kąpieli wodnej (wkładamy w miseczce to garnka z wrzątkiem) lub topimy w bardzo niewielkiej ilości mleka. Nim tymi pysznościami wyściełamy wnętrza jabłuszek, kruszymy pozostałe z świat pierniki i wkładamy na dno wydrążonych owoców. Następnie dorzucamy masę owocowo-czekoladową i wkładamy do rozgrzanego piekarnika (zapiekamy w temp. 180 stopni ok. pół godz.). 

Acha, najważniejszy sekret przepisu - po zjedzonym posiłku należy bez zwłoki udać się na taneczny parkiet i szaleć do białego rana! 

Smacznej zabawy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?