niedziela, 30 stycznia 2011

Czekając na wiosnę

Umieram, 
zapadam się, 
odchodzę...




Takie słowa mogłyby paść z ust młodego Wertera albo Romea (tego od Julii). Padły z ust mojego współlokatora. Pewnego dnia padł jak długi na łóżku i był koniec. Próbowałam dociec, co mu jest. Jednak wciąż nieprzenikniony jest dla mnie świat męskiego umysłu. Ugryzłam go nawet i nic... Usiłowałam go wyciągnąć na wykład psychologa na temat sensu życia. I bardzo dobrze, że nie poszedł, bo wykład sam w sobie był pozbawiony sensu, a panu prowadzącemu brakowało endorfin, równie mocno, co memu współlokatorowi.
Niezbyt zainteresowana wykładem (kto, u licha, przychodzi na wykład dotyczący sensu życia, by posłuchać o antycznej filozofii ??? !!!) rozejrzałam się po twarzach słuchaczy. O dziwo wiele było podobnych do siebie. Nie jakoby sporą część audiencji stanowili członkowie jednej familii. Wiele twarzy było naznaczonych tym samym smutnym grymasem.




Gdzieś już taki grymas widziałam. Hmm... No tak - widziałam go w moim lustrzanym odbiciu dwa dni temu!
Dodałam dwa do dwóch i nagle wszystko stało się jasne.
Mamy końcówkę stycznia i wielkie zaległości w spotkaniach z słońcem...
Chandra, dół, przesilenie zimowe. Jakkolwiek to nazwiemy, jest jeden wspólny mianownik każdej depresji człowieka żyjącego w naszym kraju. Nie są nim wcale rządy obecnej partii politycznej. Wierzcie mi, jest nim skąpstwo promieni słonecznych.
I tak oto problemy, z którymi uporalibyśmy się w parę chwil, urastają do wielkości małego hipopotama i trapią nas i łapią za brzuch i serce, i nerki też.




W takiej sytuacji nie pozostaje nam nic innego jak zacisnąć zęby i przetrzymać tą paskudną aurę. Rzucenie się pod pociąg, tudzież skok w ciemną, lodowatą otchłań wody raczej nie m sensu. Oczywiście można się poratować, jest przecież solarium albo (od biedy) lampka nocna. Albo gotowanie. Nawet nie jedzenie, lecz właśnie gotowanie. Ten cudowny proces, w którym można urealnić przeczucia, intuicje oraz tropy naszych pragnień kulinarnych. Osobiście, nie wiedzieć czemu, uważam ten ostatni sposób za najbardziej trafny i skuteczny. Może dlatego, że to, co dziś planuję jest tak pyszne, tak wysokokaloryczne i grzeszne? No i kojarzy się z słoneczną i beztroską Italią?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?