wtorek, 25 stycznia 2011

Czasem słońce, czasem deszcz (ze śniegiem)

Zdarzyło się razy kilka, że w ostatnim czasie paru moim znajomym ( a byłabym zapomniała, mnie samej też!) nie wyszło w Tych Sprawach


Było miło, ale się skończyło. Z różnych powodów. Zawód miłosny ma nieraz wielorakie przyczyny. Bywają one nieraz bardzo konkretne, a czasem rozmyte jak tusz pod zapłakanymi oczyma. Nieraz rozczarowujemy się, bo poznana osoba okazuje się kimś innym, niż nasze wyobrażenie o niej. Albo na odwrót, to tamta druga strona miała nas za pączka z dżemem, a my okazaliśmy się skrywać nadzieniem z dzikiej róży.

Cóż czasem z przeskakujących iskier wybucha pożar, a czasem nie. W życiu uczuciowym, tak jak w przyrodzie - czasem słońce,


  czasem deszcz
Po wiośnie przychodzi zima.
Zaraz, zaraz... Chyba nie tak to Pan B. stworzył pory roku! A gdzie lato, a gdzie przeschnięta trawa, a gdzie jesień i i żółte liście?
I tu się zaczynają schodki... Bo z tymi zawodami miłosnymi bywa właśnie często tak, że spadają na nas jak grom z jasnego nieba.

I wtedy chodzą po tym świecie smutasy z złamanymi serduchami, często bez temblaka. Jako że nie jestem pielęgniarką, wszystko, co mogę dla nich zrobić to dać buziaka.

Ostatnio jeden taki przypadek skarżył mi się, że gdyby wiedział, co się wydarzy po cudownie słodkich chwilach bycia razem, pewno nigdy by się na nie zdecydował na jakikolwiek związek. Po cudownie słodkich chwilach nastąpił  bowiem bolesny koniec. Zimny prysznic. I żałoba do przetrwania.

Cóż, człowiek się myli.

Ale nie omyłkami, ani nie żałobnymi lamentami się zajmiemy.

Tym, co mnie zastanawia, to odpowiedź na pytanie, jakie padło z ust znajomego - czy warto? Czy warto próbować wchodzić w związek oraz w relacje ? Czy, wiedząc jak może boleć ewentualna porażka, warto się angażować?

Odpowiedź jaka ciśnie mi się na usta z szybkością sprintera to T A K !!!

No jasne, że warto! Związki i relacje ludzkie są samym sercem życia człowieka i bez tego byłoby ono jałowo jak na talerzu w stołówce PRL-owskiej. 
Jeśli wzbraniamy się przed bólem jaki niesie zawód miłosny to, przykro mi to mówić, ale  wzbraniamy się też przed wyżynami ekstazy, na jakie możemy się wznieść, jeśli przypadkiem by się powiodło. I odbieramy sobie całą zabawę, jaką jest szalona przejażdżka rollercoasterem, jakim jest życie uczuciowe homo sapiens. Raz na górze, a raz w dole. A i do góry nogami!

Najważniejszym zadaniem człowieka w Tych Sprawach jest nie tyle odnalezienie idealnego partnera (czego nikomu nie życzę, bo takowy nie istnieje...) ile zaakceptowanie prostej reguły, jaką rządzą się Te Sprawy. Reguła ta brzmi: czasem się uda, a czasem nie. Ryzyk fizyk... 

Jeśli tego nie zaakceptujemy sami siebie skazujemy na cierpienie wiewiórki, która sobie wmówiła, że jest chomikiem. Tymczasem, jako ludzie musimy zaakceptować, że po ludzku się mylimy, gmatwamy, cierpimy, boimy się, nie rozumiemy innych, a często i siebie. Tak zostaliśmy (stety/niestety) stworzeni i nikt nic na to nie uradzi.


Na szczęście zostaliśmy też uposażeni w broń! Tak, tak nie jesteśmy bezbronnymi cierpiętnikami. 

Po pierwsze: mamy poczucie humoru. 
Po drugie: mamy innych ludzi.
Po trzecie: mamy czas.

Podsumowując, jeśli spotka nas zawód miłosny i serce zakłuje jak cholera, warto sobie przypomnieć słowa mamy powtarzane, gdy wracaliśmy do domu z potłuczonymi kolanami: Nie płacz, do wesela się zagoi....
W moim wydaniu, zabrzmiałoby to: Człowieku, rzuć wszystko i leć się całować! Warto!

p.s. I nie dlatego tylko, że podczas pocałunku spala się 40 kcal (że nie wspomnę o 400 spalanych podczas innej zajmującej czynności). 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?