niedziela, 2 stycznia 2011

Coś się kończy, coś się zaczyna

Nie tak dawno, bo trzy dni temu wszystko było po raz ostatni. Był piątek, 31 grudnia. Ostatni dzień tygodnia, ostatni dzień roku i ostatni dzień w pracy. Kto wie, może moje ostatnie chwile jako singielka... - namyślałam...



Jeszcze tego samego wieczoru, przy sączonym na śniegu szampanie, wśród radości i okrzyków oraz przy akompaniamencie wystrzeliwanych w niebo fajerwerków, czyniących z niego barwną arenę, narodził się całkiem inny, całkiem nowy, całkiem nieznany 
Nowy Rok.

Nazajutrz obudziłam się już o 8.00. Dlaczego ledwo po 3 godzinach snu? Byłam podekscytowana!  Jak to czym, Nowym Rokiem właśnie!

Gdy byłam znowu nie taka mała, uwielbiałam o świcie dnia pierwszego Nowego Roku wychodzić na śnieg. W jego bieli upatrywałam swój stan. Czysty, pusty, jak ta "tabula rasa" czekająca na wypełnienie.

Trochę, naprawdę jedynie trochę, żałuję, że z chwilą przejścia zegara z godziny 23.59 na 00.00 nie można wymazać, uciąć wszystkiego, co było w minionym roku.

Kto jednak nie wierzy w magię Nowego Roku, może żyć w głębokiej niewiedzy, bo takowa magia rzeczywiście działa.

Na przykład moja Starsza Siostra doświadczyła jej w bardzo osobliwy sposób. W chwili, kiedy wszyscy mówimy temu, co było przez 365 dni w roku słodkie "żegnaj", ona zamiast zakończenia miała wielki come back.
Z początkiem grudnia wyrzuciła ostatecznie swojego faceta nie tylko z Facebooka, ale też i swojego życia. Historia ta znajduje swój niespodziewany finał albo raczej nowy początek wraz z nastaniem obecnego Nowego Roku, gdy jej eks postanowił wpaść z wizytą na sylwestrowe party naszych znajomych.
Znowu są razem.

A z jakim statusem ja wchodzę w 2011?
Raczej mało przypominam czystą kartkę papieru.

Zamiast noworocznych postanowień, mam przydługawą listę marzeń i planów. Będzie mi potrzebny tupet, by je zrealizować. I odwaga.

Wśród nich znajdujemy takie perełki, jak: wydanie powieści, związanie się z facetem, upieczenie tortu Sachera oraz spotkanie się z moim pierwszym chłopakiem, który mieszka w Indiach.

Póki co nadal borykam się z poszukiwaniami lokum do życia.

Cóż jeśli się nie może zacząć Nowego Roku tak jakby się wymarzyło, najlepszym postanowieniem jest cieszyć się tym, jak jest. A potem mamy kolejne 364 dni na ciężką harówkę uczynienia z naszych marzeń rzeczywistości.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?