środa, 29 grudnia 2010

Twardy orzech do zgryzienia

W tym roku pod choinką dostałam naprawdę trafione prezenty. Przede wszystkim - jedzonko! Ocet balsamiczny z modeny i mnóstwo orzechów. Szkoda tylko, że nie dostałam dziadka do orzechów, bo niektóre z nich są naprawdę trudne do otworzenia.

Prawdziwie trudnymi orzechami nie są jednak ani pistacje, ani fistaszki, ani nawet orzechy brazylijskie, a stringi, które również znalazłam pod choinką. Prezent od Siostry. Dość, rzekłabym, ekstrawagancki, kontrowersyjny jak na choinkowy upominek.


No i teraz namyślam. Gdzie? Kiedy?


W jakich okolicznościach?
- ich użyć...
Dla kogo?

Stringi nie zając, nie uciekną...

Co innego, gdy trafia się taka okazja, jak Międzynarodowy Dzień Pocałunku!

Nie ma co czekać, trzeba wziąć się w garść albo raczej wziąć szminkę do ust i  znaleźć kogoś, komu dawien dawna chciało się ofiarować słodkiego buziaka.
Tym razem jednak to nie faceci wygrali jako naczelny problem  postmodernistycznego świata, w którym przyszło mi żyć. 

Ich miejsce zajęły nieruchomości. Oznacza to nie mniej, ni więcej że mój wczorajszy optymizm, co do znalezienia mieszkania przybrał się dziś w odcienie szarości. Nie było tak łatwo jak przypuszczałam. Może łatwiej by było, gdybym trafiła piątkę w totolotka (bo na główną wygraną, póki co, nie liczę). Drożyzny... W zasadzie to najtańszą i najlepszą zarazem opcją okazała się pewna kawalerka. Ładna, zadbana, ciepła, ulokowana niemal w samym centrum. Acha, nie wspomniałam, że byłaby najtańszą i najlepszą opcją dla... pary! Poczęłam na gwałt szukać kogoś do współdzielenia owego lokum. Na szczęście w głowie zaświtało mi imię dobrej kumpeli, która przebąkiwała coś ostatnio o poszukiwaniu mieszkania. Niestety już po jednym telefonie odpadła... Na jej miejsce pojawiły się dwie propozycje, tyle że faceci. Oboje zdawali się być bardzo przekonani do pomysłu obcowania ze mną w jednym, ciasnym lokum. Hm. Nawet parawan by nie dał rady. 
Jako singielka bez planów na rychłą znajomość z kimkolwiek,  straciłam kawalerkę.

Obejrzałam tyle pokoi. I nic. Nadal klei się do mnie przydomek "bezdomna". Mam dwa dni na znalezienie czegoś.  
Cholernie twardy orzech do zgryzienia

Jak dobrze, że są jeszcze dziadki do orzechów. O, na przykład taki Maurycy, który bez wahania zapewnił mi, że przygarnie mnie do siebie. I to takim jak on należą się buziaki. Każdego pojedynczego dnia, nie tylko od święta.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?