sobota, 6 listopada 2010

Świat na opak

Sobota wieczór. I chociaż mam na sobie szpilki, nie wybieram się w weekendowe tany. I chociaż jestem w kawiarni, nie jestem na randce. I chociaż nie mam najmniejszej ochoty oglądać namiętnie całującej się pary przy stoliku obok, mój wzrok śpiesznie biegnie właśnie w ich kierunku. No tak, głodnemu chleb na myśli, czy jakoś tak...

Dlaczego świat jest ułożony raczej na opak?

A bez filozofowania, to pytanie brzmi tak - dlaczego, faceci, którzy nas interesują, nie są, zazwyczaj, nami zainteresowani?
A bez owijania w bawełnę, to pytanie brzmi tak - dlaczego, cholera jasna, na którym mi obecnie zależy, nie chce się ze mną spotkać?
Nim zaczniecie na mnie wieszać psy i wyrzucać mi, że siedzę z założonymi rękoma, dopowiem, że użyłam tychże rąk i napisałam do mego absztyfikanta smsa. Zrobiłam na opak, czyli wbrew swym tradycjom wykonałam pierwszy krok. Zapytałam grzecznie, czy znajdzie dla mnie czas w ten weekend. Nie pofatygował się nawet, by przeprosić, nie wspominając o miłym geście, typu przesłanie uśmiechniętej buźki. Po prostu pracuje. Wymówka uniwersalna, ale jakże bezpieczna. Przecież to dobrze o nim świadczy, że  jest czymś zajęty. Nie leniuchuje. Wspinając się jednakże na kolejne szczeble swej kariery, u mnie jego notowania gwałtownie spadają.  W zasadzie jest już na minusie.

Czemu to musi być takie skomplikowane i niezrozumiałe?
Ach, jak ja tęsknię za czasami, kiedy fotografie miały kolor sepii, a ludzie na nich uwiecznieni mieli śmieszne wąsy i byli hobbiciego wzrostu.
Tęsknię za dawnymi czasami, kiedy faceci byli facetami, a kobiety kobietami.
Tęsknię za czasami, kiedy flirt (wtedy "zaloty") odbywały się wedle utartego schematu, który nieodmiennie prowadził do pozostania "parą".

Wiem, brzmię jak niepoprawna romantyczką. Może tak nastraja mnie ta listopadowa, słotna aura. Ale czyż wy również macie wrażenie, że XXI wieczny świat jest trochę za bardzo na opak?

Namiętny całus może dziś zdarzyć się pomiędzy dwojgiem nieznajomych. A to, że wyląduje się z kimś w łóżku, wcale nie znaczy, że zamierza się z tym kimś spędzić resztę życia. Wręcz przeciwnie! Nazajutrz trudne wydaje się nawet spojrzeć mu w oczy. Przecież to była tylko jedno nocna przygoda, niech sobie nie myśli, bezczelne chłopczę, że już mnie ma!
Kiedyś wyjątkami były osoby, które się z kimś nie wiązały. Piętnowano ich nadto, zwąc starą panną albo starym kawalerem... Dziś singiel brzmi dumnie i rozmnaża się z podobnym tempem, co drożdże w ciepłym mleku i łyżką cukru. Ma się rozumieć, że pomnaża się liczba owych singli ( do których, siłą rzeczy, sama przynależę), a nie oni sami z sobą... Broń Boże!

Jak już wiecie, mi marzy się ich piątka. Tylko jakoś wciąż mi daleko do stanu błogosławionego. W wieku, w którym moja Mama miała już odchowanego swego pierworodnego i pokazywała mi świat swoimi oczyma, bo ja wciąż byłam w jej brzuchu, ja robię co najwyżej za nianię.

Narzekam, że świat jest za bardzo na opak, a może to po prostu ja jestem nieco odmienna?
podczas, gdy w podstawówce większość dzieciarni interesowały rozrywki świata tego, ja uczyłam się obsługi mikroskopu, miałam zamiar być szanowaną hodowczynią chomików, a największą frajdę sprawiało mi czytanie leksykonu ssaków.
Gdy tylko przekroczyła wiek gimnazjalny, odkryłam fascynujący świat książek i postanowiłam zaznajomić się z wszelką klasyką, jaką znalazłam na bibliotekowych półkach. Wpadłam po uszy.
Istnienie facetów zauważyła dopiero na pierwszym roku studiów. Istnienie związków dopiero rok później.

Pierwszego faceta poznałam na kursie malowania ikon. Na pół roku zostaliśmy całkiem udaną parą, choć podczas kursu odezwał się do mnie tylko raz.

Po nim był już tylko zalew facetów i randek. To akurat nazwałabym raczej zwykłą prawidłowością. Po tylu latach abstynencji musiał nastąpić wybuch.

Wybuch obfitujący w wiele przypadków dziejących się na opak.
Bo jak, na przykład, nazwać fakt, że jedną z  najromantyczniejszych nocy spędziłam z... młodszym ode mnie satanistą?!?! Komplementy jak z tomiku poezji Leśmiana, spacer w deszczu z burzą w tle i zerwany przez niego kwiat w moich włosach... Wizja tak abstrakcyjna, że aż sama nie mogę uwierzyć, że ukazała się całkiem niedawno na łamach księgi mojego życia.

Eh, czym by było to życie, jeśli wszystko działoby się tak, jak powinno? Przy całym moim gderaniu, muszę przyznać, że uwielbiam ten świat na opak!

W kawiarni opustoszało. Namiętnie całująca się para, uznając zapewne to lokum za niezbyt wygodne wobec swych zamiarów, opuściła je jakiś czas temu. poznikali też inni klienci. Pozostały pozaświecane gdzieniegdzie świece, melancholijna muzyka, książki na parapetach, czajnik parującej herbaty z kawałkami mango. I ja sama. A nóż, jutro mój los potoczy się na opak moim dzisiejszym prognozom i mój absztyfikant sam mnie tu zaprosi?

P.S. Jeśli nie jesteście znieść tego poziomu romantycznego patosu, dodam, że uciekam na tłustego kebaba z sosem czosnkowym, bo umieram z głodu!

1 komentarz:

  1. :) a ja jestem głodna postów dotyczących jedzenia i twoich przepisów!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?