sobota, 2 października 2010

Przekąska

A co jeśli w oczekiwaniu na smakowite i sycące danie główne dręczy nas mały głód albo zwyczajna ochota na coś do przegryzienia?
Wtedy nie warto wmawiać sobie, że istnieje tylko obiad. Podobnie nie warto wierzyć w mity powtarzane z baby, prababy o tym, jakoby małe co nieco hamowało cały apetyt na posiłek główny. Nic podobnego...
Mała przekąska skutecznie hamuje wilczy apatyt, tak niechciane przez nas gazy i inne paskudztwa przewodu pokarmowego.

Grunt, by była lekka i z pomysłem. To przedpołudniowe zaskoczenie wprawi nas w radosny nastrój, tak że oczekiwanie na obiad przestanie być katorgą. Ssanie w żołądku stanie się wspomnieniem złego snu, jeśli spróbujecie, na przykład, orzeźwiającej sałatki z kapusty pekińskiej i grejpfrutów.

Przepis
Drogie czytelniczki, przynieście z sklepu świeżą i chrupką pekińską. Poszatkujcie połówkę i skropcie sokiem z cytryny. Dodajcie pół naprawdę dużego, słodkiego grapefruita, poćwiartowaną w małe, różowe kawałeczki. Do całości dodajcie niewielki pokruszony kawałek sera, którego sama nazwa wywołuje rozkosz, tj. lazura. Polecam też dodanie garści ziaren pszenicy, bądź uprażonych płatków migdałowych. Jako dressingu używam połączenia soku z świeżych grapefruitów i oliwy z oliwek. Z przypraw preferuję delikatne mieszanki ziołowe. Jeśli mamy luksus pozostania w tym dniu w zaciszu domowym i rozmawiania z innymi co najwyżej przez słuchawkę telefonu, zalecam tez wkrojenie paru plasterków czerwonej cebuli.

Jakby nie było, przekąski ważne są nie tylko dla zachowania równowagi układu trawiennego. 

Jak już wspominałam, każdy związek, nawet ten przelotny, zawiązany w przeciągu 10 minut wystanych w kolejce w supermarkecie może przynieść coś dobrego. Jakby nie było, czekanie na tego jedynego, zajmuje sporo więcej czssu, niż wyczekiwanie na pizzę. Tak więc, stawiajmy na częste przekąski. Byleby tylko, tak jak przysmak grapefruitowym, były smaczne i przyjemne, nie obciążające.

Czy randka zaproponowana mi przez jednego z klientów mego sklepiku będzie lekko czy ciężko strawna?

Przyjrzyjmy się szybciutko składnikom: lat pięćdziesiąt kilka, dobrze skrojony garnitur, głębokie spojrzenie, wykładowca na wyższej uczelni, stały nabywca dwóch paczek papierosów lightów... 
Hmmm... A gdzie jego obrączka? Gdzie ten szkopuł? No dobra, jak Pierce Brosnan to on nie wygląda, ale... Czas pokaże. Konkretnie, następna środa. 

Chyba mój apatyt wzrasta. Z ciekawości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?