środa, 20 października 2010

O co zakład, że...

Przegrałam zakład. Wiszę Feli wypasionego drinka.
Cieszę się z przegranej jak nigdy! Zakład był o faceta. Jeśli tą informacją zaostrzyłam Wasz apetyt, to już biegnę z szczegółami, by go ugasić...

W czasach, gdy dzieliłam uroczy pokoik z Felicją, w mieszkaniu naszego wspólnego znajomego, wpadł jej w oko pewien Pan. Pan Sprzedawca z księgarni mieszczącej się tuż obok naszego mieszkania. Tak blisko, a jednak tak daleko... no bo jak to? - namyślałyśmy z Felą. Ma wpaść pewnego razu do księgarni i zamiast książki, poprosić o samego sprzedawcę???a
No i właśnie o to się założyłyśmy! Nie to, żebym nie wierzyła, że Fela jest zdolna do takich szalonych dokonań. Celem zakładu było wymuszenie jak najszybszej i najgwałtowniejszej motywacji do wprowadzenia planu w czyn. Tak to już bowiem jest. Dystans między myślą w głowie i faktycznym czynem bywa odleglejszy, niż odległość między afrykańską surykatką a misiem polarnym.
Snujemy wiele różnych planów, ale jakoś coś nas zawsze hamuje od ich realizacji. Powody bywają różne. Chyba najczęstszym jest zwyczajny lęk. Lęk, że się nie uda i się ośmieszymy.
Grunt, że odkryłyśmy z Felą, że wszystkie te powody znikają jak ręką odjął, gdy w grę wchodzi dodatkowa, zewnętrza motywacja. Na przykład, osoba, która dopinguje, wołając w ferworze walki:
"you can do it, baby!" 
 Nie raz jest i tak, że jeszcze lepiej stymuluje nas anty-doping, gdy ktoś z boku w nas powątpiewa. Takie stanowcze "NIE" wymierzone w nasze marzenie, tylko dodaje mu skrzydeł.
W przypadku Feli i jej zamiarów wobec Pana Księgarza, podziało. Choć być może dodatkową motywacją była wygrana, którą jej zaproponowałam, czyli wspomniany drink.

W pełnym makijażu i najlepszych ciuchach, w sobotnie popołudnie udała się do księgarni, albo Pana Księgarza, raczej. Cóż po najlepszych przygotowaniach, staraniach i przełamaniu bariery lęku. W sobotę zamykają wcześniej.

Tego samego dnia, bardzo późnym wieczorem Fela udaje się na sobotnią imprezę do jednego z ulubionych klubów. Jest świetna muzyka, są wszyscy znajomi. I nieznajomi też. A wśród nich i znajomy nieznajomy- Pan Księgarz w osobie własnej.
Przypadek? Przeznaczenie? Siła zakładu?
Nie wiem... Z tego, co wiem, to umówili się na kawę ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?