środa, 13 października 2010

O, choroba!

W tym roku jesień pozazdrościła zimie i przybrała jej szaty. Jest naprawdę zimno. Para leci z ust. Ludzie chodzą opatuleni w ciepłe płaszcze, które zwykle wygrzebuje się z szafy dopiero na 1 listopada. Nie mam im za złe. Temperatura w nocy robi susa poniżej zera.
Nie zważając na grożące mi niebezpieczeństwo, wyszłam do kina odziana jedynie w cienką bluzeczkę i lekki sweterek. Nie wiem, czy chciałam tym sposobem bardziej wczuć się w akcję filmu, dziejącą się w egzotycznych krajach, słońcem i plażą słynących, czy też liczyłam na zwrócenie uwagi jakiegoś przystojniaka. Nie poskutkowało, tak jak tego zapragnęłam. Na filmie były niemalże same pary. Po filmie zaś powrót do szarej i... mroźnej rzeczywistości, który szybko uświadomił mi jak bardzo nieodpowiednio się ubrałam. I teraz mam...
Kran zamiast nosa. Ból głowy i mięśni. Stan podgorączkowy. Jestem przeziębiona.
Mimo wszystko, to znaczy, mimo braku przezorności, co do mego ubioru, jestem zaskoczona.
Jak to? Ja? Chora? Przecież nie miałam tego w planach... Hm... Znowu zapomniałam, że nie jestem robotem. Mea culpa... Za dużo od siebie wymagam.
Osobiście uważam, że choroba przychodzi niekoniecznie wtedy, gdy chadzamy zimą bez czapki. Ważniejszy, dla zachowania zdrowia, jest stan wewnętrzny organizmu. Odporność na wszystkie bestie atakujące nas z powietrza mamy wtedy, gdy: śpimy odpowiednią ilość snu, nie przesadzamy z alkohole, dobrze się odżywiamy oraz gdy umiejętnie radzimy sobie z stresem.
Najlepsze antybiotyki to czosnek, miód i duże poczucie humoru. Zwłaszcza wobec siebie.

Cokolwiek by mówili o stanie chorobowym lekarze i inni specjaliści (zwłaszcza ci od reklamy gripexów itp. itd.) uważam, że choroba tak naprawdę chce nam zrobić więcej dobrego, niż złego. Czasem dopiero, gdy nas rozkłada i każe spędzić dzień w łóżku, zaczynamy się sami o siebie troszczyć. Zaczynamy zwracać uwagę na odczucia płynące z ciała. Sam fakt, że jesteśmy chorzy nam coś ważnego mówi.

Co chce powiedzieć mi moje przeziębienie? Muszę się nad tym zastanowić. To wymaga bycia TU i TERAZ. Taaa... chyba właśnie do tego zachęca mnie kran zamiast nosa.
Godzę się na to. Byleby jednak nie dłużej, niż trzy dni, bo inaczej zwariuję, nie czując smaków potraw, które przyrządzam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?