poniedziałek, 4 października 2010

Niestrawna kolacja

Kojarzycie ten filmowy, oklepany motyw, że jest listopadowy wieczór, leje jak z cebra, a on wyczekuje bez parasolki pod kinem. Mijają kolejne długie minuty, aż wreszcie ona się zjawia, tłumacząc, że nie bardzo wiedziała jaki odcień czerwieni jej szminki będzie paskował do jej nowych szpilek.
Ale on wcale nie ma jej za złe, po kinie wyznają sobie, że był to najwspanialszy seans w ich życiu, i bynajmniej nie dlatego, że film był tak dobry. Oboje wiedzą, że to początek wspaniałej znajomości, który nie przeminie wraz z jesiennym wiatrem. 

To teraz posłuchajcie jak to wyglądało nie-w-filmie.

W prawdziwym życiu wyglądało to tak, że to Ona musiała czekać na Niego. I nie pod kawiarnią, a Pizza Hut. Nagła zmiana planów wynikała z straszliwego głodu, który dręczył Jego żołądek. Jej apetyt na pięć gałek lodów się nie liczył.  Ona ciągle zapomina, że On był jedynakiem, On jej pomaga w zapamiętaniu tego faktu na trwałe. Nie pyta zbyt wiele, opowiada z lubością jak bardzo zakrapiany alkoholem był ten weekend.
W końcu zamawiają. Oboje to samo. W pizzeri właśnie trwa festiwal makaronów, toteż wybierają spośród smakowicie brzmiących penne, lasagni, spaghetti, tagliatelle...
Po takim obżarstwie nie pozostaje nic innego jak pójść do łóżka i w najlepszym wypadku zasnąć. Grozi to jednak niestrawnością.
Istotnie, noc była koszmarniejsza, niż mogła sobie wyobrazić.
Jej łóżko jest zdecydowanie za ciasne dla ich dwójki.
On wiercił się i wiercił, bez przerwy zerkał na telefon, obracał się i przewracał.
Nie dało się przy Nim zasnąć. Dało się jednak przemyśleć kilka istotnych kwestii życiowych.
Ona zdecydowała odważnie, że koniec z korepetycjami. W momencie, gdy nauka nie tylko, że nie przynosi efektów, ale wręcz defekty, to znak, iż należy ją przerwać.
Przerwał ją budzik o 7.00. On musi wychodzić do pracy. Ona uśmiecha się promiennie ( czyt. z ulgą).
On żegna się dając jej buziak w policzek ( pierwszego i jedynego w ciągu całej randki).
O co mu tak naprawdę chodzi?

Podsumujmy wszystkie lekcje - to On zaczął tą znajomość, wyznał Jej, że nie jest w Jego typie, uwielbia u Niej zostawać na noc, nie prawi Jej komplementów, twierdząc przy tym, iż jest wyjątkowo intrygująca i myśli o Niej jako przyszłej dziewczynie.
Hmm... może przyszła po prostu pora, by to Jemu, a nie Jej udzielić kilku istotnych lekcji?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?