czwartek, 28 października 2010

Książę na Białym Rumaku

Dawno, dawno temu, w  wysokiej wieżyczce zamku osadzonego na najwyższym pagórku górzystej krainy, żyła sobie blond włosa Księżniczka. Zamknął ją tam zły czarownik. Księżniczka o ustach czerwonych i słodkich jak marmolada z letnich malin, co dzień wyglądała zza okna wieżyczki i wzdychała z utęsknieniem za ukochanym. Nie wiedziała jak mu na imię, nie znała rozmiaru jego stopy, ani też tytułu jego ulubionej książki. Jednakże gdy tylko zjawił się na horyzoncie , poznała go bez trudu. Wiedziała, że to On.
Książę w połyskującej zbroi, z szablą w dłoni. Mknął ku niej. Oczywiście na Białym Rumaku. Uwolnił Księżniczkę spod władzy czarnoksiężnika o zakrzywionym nosie z brodawką. Gdy okazało się, że czarnoksiężnik, co prawda już bezsilny, połknął klucz do wieży, Księżniczka spuściła swój złocisty warkocz, by Książę mógł wejść i ją uratować. Po długim i namiętnym, hollywoodzkim wręcz, pocałunku, w równie hollywoodzkiej atmosferze zachodzącego słońca odjechali na Białym Rumaku. I żyli długo i szczęśliwie. The End.
Kto tego nie zna. I, ale szczerze!, kto tego nie pragnie?
Każdy, każdy, każdy nosi gdzieś tam głęboko w sobie, ten "wypisz, wymaluj" swój "Ideał". Każdy, każdy, każdy tego Ideału szuka. I dopasowuje do spotykanych na drodze swego życia osób.
Wszystko w porządku, jeśli spotkamy sobie materiał na kumpla. Co innego jednak, jeśli postanawiamy rozejrzeć się za materiałem na poważny związek. Wszystko zaczyna wadzić, przeszkadzać. Grymasimy.
Nic w tym nagannego. Przecież całkiem rozsądnie jest dla siebie pragnąć prawdziwej, idealnej miłości. Dobrze jest życzyć sobie spotkania Księcia, Księżniczki. Nie ważne jak dziecinne jest to podejście, mówi nam ono, że sami siebie wysoko cenimy. O ile posiadamy zdolność dostrzegania królewskich cech w zwykłych szarakach, możemy sobie pogratulować. Bądźmy z sobą szczerzy, Ideałów takich jak Książę na Białym Rumaku, brak...

A może gdzieś, kiedyś bajki się zdarzają? Może tuż za rogiem?
Rozejrzałam się i ku memu zdziwieniu znalazłam! Może nie za rogiem, ale w tej samej okolicy, jedną ulicę dalej żyła sobie taka Księżniczka, której sen o wymarzonym Królewiczu się ziścił.
To teraz usiądźcie wygodnie, napełnijcie kubki gorącą czekoladą i słuchajcie tej opowieści!
Nie tak znowu dawno, dawno temu, bo dwadzieścia parę lat temu, w małej wioseczce o dźwięcznej nazwie Lesiów, przyszła na świat maleńka blond-włosa ślicznotka o imieniu Difa.
Żyła sobie całkiem szczęśliwie. I samotnie. Samotnie z wyboru. Albo raczej z braku wyboru. Tak się bowiem składało, że spośród licznych kandydatów, nie potrafiła zdecydować się na ani jednego. Żaden nie potrafił sprostać jej wymaganiom. Jej ideał naprawdę musiał być idealny. Co znaczyło, mniej więcej, być ciasteczkiem... to znaczy - być nie tylko przystojny, ale i seksowny, władać kilkoma językami, mieć doktorat, dobrze zarabiać. Najważniejsze z listy chyba wymieniłam. Poza tym wszystkim, powinien mieć to Coś.
Nic dziwnego, że bidulka tak długo pozostawała sama... W Lesiowie nigdy kogoś takiego nie było, nie ma i raczej nie będzie. W innym wypadku moglibyśmy mówić o drugim Cudzie nad Wisłą.
Gdyby historia działa się faktycznie dawno, dawno temu, Difa, wraz z upływem kolejnych lat, pomarszczyłaby się jak winogrona na słońcu, zgorzkniała i pozostała starą panną. Jako że bajka ta wydarzyła się całkiem niedawno, współczesna Księżniczka zachowała się jak prawdziwa bohaterka XXI. Opuściła swą wieżę i postanowiła sama spełnić swoje marzenia. Z zapałem i błyskiem w oku wyruszyła na poszukiwanie... jakkolwiek chciałabym napisać "na poszukiwanie Księcia", niewiele miałoby to wspólnego z prawdą. Udała się w dalekie zagraniczne krainy z miłości do pracy. Rozpoczęła idealną pracę, znalazła idealne mieszkanie. I wtedy właśnie, jak owa przysłowiowa wisienka na czubku deseru lodowego, pojawił się Książę z bajki. Bo jak inaczej określić seksowne ciasteczko, które jest dobrze zarabiającym poliglotą z tytułem "dr" przed nazwiskiem. Żeby było tego mało pracuje w tej samej branży, co Difa. I nie jest Muzułmaninem. Jak wszystko pójdzie dobrze, za parę lat będzie ślub o jakim Difa od zawsze marzyła. Szanse są duże, bo w tej bajce to nie tylko niestereotypowo Księżniczka wyjechała naprzeciw Księciu, ale i on w niej odnalazł swą wymarzoną Księżniczkę. A jakżeby inaczej? Przecież Difa jest jedną z słynnych pięknem zewnętrznym i wewnętrznym Lesiowianek! ;-D

Jeśli czyta to jakiś Książę, niekoniecznie nawet na Białym Rumaku, podkreślam, że i ja do powyższego grona należę ;-P

No dobra. Przecież to nie portal matrymonialny.

To wysokiej jakości przemyślenia egzystencjalne. Zastanówmy się wspólnie zatem, co zadecydowało o sukcesie Dify? Co trzeba zrobić, żeby znaleźć Księcia z bajki? Wygrać los na loterii? Zdaje się, że nie tędy droga. Difa nie zrobiła przecież żadnego desperackiego kroku, który w bezpośredni sposób miałby ją przybliżyć do jej wyśnionego ideału. Ba!  Śmiałabym powiedzieć, że nawet nie sądziła, że to się w końcu uda.

Wszystko, co Difa zrobiła, można by ująć w czteroliterowym prostym wyrazie: Difa b y ł a . Ot, była. Była.
I to w Difie, nie zaś w Księciu, ni w żadnych innych wydziwianych i szemranych magicznych sztuczkach należy upatrywać tajemnicy sukcesu. O Difie coś nie coś poczytacie w poście Jesienne pogaduchy, ale pozwólcie, że szybko i zgrabnie nakreślę Wam jej sylwetkę.

Współczesna blond-włosa Księżniczka ma swój własny, odważny styl ubierania. Jest dietetyczką i uwielbia gotować. Gotuje prześwietnie! To nie odbija się wcale na jej sylwetce. Difa lubi też sport. Dostała posadę w zagranicznym instytucie żywienia. Ma swoje własne mieszkanie. Jak rasowy kierowca radzi sobie na dalekich trasach.  Biegle włada kilkoma językami. To, że jeszcze nie ma doktoratu, jest tylko i wyłącznie kwestią czasu. Jest szalenie inteligentna i wie czego w życiu chce.  Czy jeśli dodam, że nie jest Muzułmanką wreszcie do Was dotrze? Difa ma wszystkie cechy, których pragnęła w swoim Księciu. I chyba właśnie dlatego go znalazła.
Pamiętacie takie przysłowie z lat dziecięcych?

Jeśli chcesz znaleźć Księcia, sama najpierw bądź Księżniczką.

Nie wiem, czy Difa znała to przysłowie, ale jej przypadek potwierdził jego prawdziwość.
Nie znaczy to wcale, że wszystkie kobiety na ziemi mają stać się dokładnie takie jak piękna i ambitna Lesiowianka. No chyba, że wszystkie mają dokładnie taki sam ideał faceta!

Hmmm... a jaki jest ten mój Książę na Białym Rumaku? Jego zbroja ma zielony kolor i zabija smoki osobliwym poczuciem humoru. Ale to już całkiem inna bajka...


  

1 komentarz:

  1. "Jeśli chcesz znaleźć Księcia, sama najpierw bądź Księżniczką" o kurcze nigdy nie myslalam w ten sposob...
    pieknie ta historie opisalas! :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?