czwartek, 30 września 2010

Lekarstwo

Pogoda jak na 1 listopada.
Humor tym bardziej.

Co zrobić kiedy wszystko się wali? I cały świat zdaje się być sprzęgnięty przeciwko Tobie? Kiedy jedna sprawa goni druga jak oszalały dziki pies ? I nie ma perspektyw na wycieczkę do Lizbony w przeciągu najbliższych kilku miesięcy?

To nie jest PMS. Co najwyżej pierwsze objawy depresji sezonowej. I pomyśleć, że wytrzymałam pół roku w krainie bezustannego deszczu... Nic dziwnego, że Anglicy wykształcili jako nacja tak wyszukane i wysmakowane poczucie humoru.
A jakie ja mam sposoby na poprawę humoru i odegnanie czarnych chmur z nieba myśli?

Nie będę oryginalna jeśli powiem - g o t o w a n i e :-D
Rozcieram czosnek. Nie jestem dziewczyną Edwarda Cullena, ani w ogóle niczyją, więc mam pozwolenie na zajadanie się nim w każdych ilościach. Smażę go wraz z cebulką na oliwie cytrynowej. Dodaję fasolkę żółtą, zielona cukinię, trochę pasty chilli i pesto, no i na koniec Pan Tofu. Doprawiam ulubionymi przyprawami i karmię oczy feeria zapachów i kolorów. Kolor jest ważny. Na szary dzień tylko żółć, zieleń, czerwień. Żaden szary pasztet, ani żurek...

Sposób numer dwa : dobra dusza w domu!

Jest jedzenie. Jest rozmowa. Będzie nowy wpis na blogu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?