sobota, 18 września 2010

coś się kończy, coś się zaczyna...

A więc na serio zaczęłam ! Zaczęłam pisać bloga. I otwieram też nowy rozdział życia.
Kończę studia ( pozostało mi wyznaczenie terminu obrony magisterki), kończę studencki żywot i mieszkanie w piątkę na 100 metrach kwadratowych. Jak by nie było kończą się też wakacje. Opalenizna. Tanie arbuzy. I jakaś taka beztroska. Póki co, nie narzekam, bo świat się nie kończy...
Raczej coś się zaczyna. Oto mam nowe mieszkanie (znowu o tym, ale przyzwyczajajcie się, to moje pierwsze wynajmowane w pojedynkę i cieszę się tym jak Charlie wygranym biletem do Fabryki Czekolady). Zaczęłam pracę! :-D 


W związku z tym, ze wreszcie wprowadziłam się na dobre, kupiłam dziś cudownie cytrynową firankę i trzy siatki zakupów. Na obiad zafundowałam sobie kaszę gryczaną z bananami i czekoladą, gwoli uzupełnienie zapasów energetyczno-magnezowych, których nieustannie pozbywa mnie mój NOWY tryb życia... Albo raczej zmiany. Zmiany mają to do siebie, że w pewien pozytywny sposób wprawiają nas w stan stresu. Ale o tym jeszcze będzie, póki co lecę szukać jakiegoś wdzianka na wieczór. Nie, nie mam randki... Idę poszaleć na koncert znajomego. I będę szaleć na całego !!! Należy mi się :-D do usłyszenia jutro, bardzooo późnym popołudniem ... ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?