środa, 29 września 2010

200% czekolady w czekoladzie

No to się zaczęła "złota polska jesień" ... ;)
O 7.00 rano leje.
Po południu leje.
Pod wieczór leje.
Zgadnijcie co się dzieje wieczorem? Wieczorem też leje. 
I jeszcze całą noc. 
Bynajmniej dobrze się śpi. A co z życiem??? Chodzenie, myślenie, konwersowanie, nawet oglądanie filmów nie jest możliwe w takie szaro-bure dni bez zastrzyka czekolady! 

To, co moja KoBitka nazywa czekoladową esencją stawia na nogi jak nic innego! 

Potrzebne jest pół litra mleka, opakowanie budyniu czekoladowego, tabliczka dobrej czekolady, cynamon i gorzkie kakao. Budyń przygotowujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu (z tym, że dodajemy do niego dużą łyżkę kakao), następnie z miłymi dla oka wrażeniami topimy w nim czekoladę i oddajemy sporo cynamonu.
Obojętnie czy nazwiemy to wyjątkowo gęstą gorącą czekoladą, jedzone zaraz po przygotowaniu jest tak czekoladowe i tak pyszne jak nic, co mieliście w ustach dotychczas :) 

mmmm

Wspomnienie tego jest tak silne, że nawet teraz, o 6.00, gdy wychodzę do pracy, a za oknem jest zaledwie osiem chłodnych stopni, czuję, że dam radę. Czuję, że ten dzień przyniesie coś czekoladowego... dobrego, znaczy się ;P

1 komentarz:

  1. oj slina mi leci, zaczynam czytać Twojego bloga :) ciekawie się zaczyna, aż mi się humor poprawił :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?