czwartek, 4 stycznia 2018

Tort pełen cudów

Gwiazdka to cudowny czas! Tym bardziej żal, że tak szybko się kończy... Nie zdążyłam strawić ostatniego kawałka sernika przykrytego grubą warstwą gorzkiej czekolady, a tu już trzeba chłodzić szampana... Bo kończą się nie tylko Święta, ale i cały rok! Co tam szampan... Trzeba zrobić tort! Przecież to nie byle okazja! Bez względu na to czy ten rok okazał się robaczywką czy też przyniósł słodkie owoce, trzeba upiec coś wyjątkowego! Oficjalnie ogłaszam więc koniec świątecznego zbijania bąków - won do kuchni! 

czwartek, 28 grudnia 2017

Tradycja święta. I nieco śnięta.

Zupa rybna. Makówki. Moczka. Kasza manna z masłem i cynamonem. Kapusta z grzybami. Śledzie.  Kompot z suszu. No i karp. Ten smażony i w galarecie. Ma się rozumieć.  Nie wyobrażam sobie innego menu na Wigilię. Nie dlatego, że wymienione dania należą do moich ulubionych i żebym wznosiła się na wyżyny doznań kulinarnych wyciągając kolejne rybie ości. Lub też pozując do rodzinnego zdjęcia z makiem między zębami. Jestem po prostu nieuleczalną zwolenniczką tradycji

czwartek, 21 grudnia 2017

Popierniczony czas

Zawsze miałam ambicję coś po sobie światu zostawić! Nie kufer pieniędzy lub innych kosztowności. Ani też nie długi do spłacania moim potomkom... Coś... specjalnego! Niematerialnego. Jakąś ponadczasową mądrość, która będzie nieść nadzieję, krzepić serca i porywać do działania...

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Biznesłuman

Jeśli ktoś kiedyś powiedział mi, że zostanę właścicielką firmy złapałabym się za dwa boki, rozdziawiła usta i roześmiała do rozpuku. Właścicielką chomika? Owszem. Męża. Niech będzie i to. Szafki wypełnionej setkami czekolady? No pewnie! Samochodu. U la la! Ale że... firmy? Przecież jedyne co mnie łączy z business to namiętne granie w Monopoly w pewne ferie zimowe. Znacznie więcej we mnie tego woman. M.in.  upodobanie nie do zarabiania, a wydawania pieniędzy. Na książki. Jedzenie. Ciuchy. Jedzenie. Czekoladę (tak wiem, że to również jedzenie, ale jakże jego ważna podkategoria!). Bilety do kina. Jedzenie. Bibeloty do domu. Jedzenie. Skarpetki z reniferami.

wtorek, 21 listopada 2017

Ta Druga

Nie trzeba było na nią długo czekać. Pojawiła się znienacka. Wraz z chłodem, który wdarł się do naszych trzewi, mieszkania i małżeństwa... Jesień? Nie - Ta Druga. I - żeby było zabawniej - to już jej drugi raz (!). Zawsze zjawia się mniej więcej o tej samej porze  w listopadową noc. Nie pytając o zgodę. Nagle tworzy między mną a moim mężem dystans. Przyglądam się temu milcząco, pytając sama siebie, gdzie leży granica, którą Ta Druga nie może przekroczyć?