wtorek, 21 listopada 2017

Ta Druga

Nie trzeba było na nią długo czekać. Pojawiła się znienacka. Wraz z chłodem, który wdarł się do naszych trzewi, mieszkania i małżeństwa... Jesień? Nie - Ta Druga. I - żeby było zabawniej - to już jej drugi raz (!). Zawsze zjawia się mniej więcej o tej samej porze  w listopadową noc. Nie pytając o zgodę. Nagle tworzy między mną a moim mężem dystans. Przyglądam się temu milcząco, pytając sama siebie, gdzie leży granica, którą Ta Druga nie może przekroczyć?

piątek, 17 listopada 2017

Zróbmy sobie jesień

Żeby powstało dziecko trzeba by się spotkało dwoje ludzi. Poszło ze sobą do łóżka. I nie po to by smacznie (i grzecznie) zasnąć obok siebie. Mało tego - trzeba by jeden sprytny i ruchliwy plemnik dotarł do komórki jajowej i się z nią połączył. Potem, gdy wydaje się, że sprawa załatwiona, trzeba czekać 9 długich miesięcy. 

środa, 1 listopada 2017

Jej ważność, Pani Śmierć

Śmierć. Brzmi poważnie. Wywołuje dreszcze. Zupełnie jak sformułowanie "niezapowiedziana kartkówka" wypowiedziane przez nauczycielkę fizyki w VI klasie podstawówki. Nikt się jej nie spodziewał, lecz każdy przeczuwał jej istnienie... I w końcu nadeszła. Przerażała tak bardzo, że nie pozostało nic innego jak zacząć się... śmiać. Wymyślić nowe imię dla wrednej pani nauczycielki. Podrasować kilka zasłyszanych anegdotek na jej temat. Koniecznie narysować jej nowy portret. Koniecznie bez zębów. Za to z wielkim wąsem.

sobota, 28 października 2017

Wiejskie legendy i jeden fakt


C
zarna wołga porywająca małe dzieci. BMW uprowadzające studentów. A właściwie ich nerki. Czakram wawelski, czyli miejsce mocy... Miejskie legendy. Istnieje ich tak wiele i są tak barwne, by nie powiedzieć przekoloryzowane, że nic dziwnego, iż w końcu musiało powstać specjalne miejsce na ich regularne spisywanie. Tak mniej więcej powstał brukowiec o nazwie - nomen omen - Fakt.  

środa, 4 października 2017

Dobro tkwi w szczegółach

Znacie to? Och, któż tego nie zna! W ciemną noc, w środku lasu goni cię czarny wilczur. Wielki, groźny i bardzo głodny.  Zajadłe warczenie odbija się echem po całym lesie. Słyszysz, że jest coraz bliżej. Czujesz jego oddech na swoim karku. Ale jak to? Przecież biegniesz co tchu! I nagle orientujesz się, że nie zrobiłaś ani kroku... Twoje nogi ciągle stoją w miejscu. Są zbyt ciężkie, by nimi ruszyć. Choć próbujesz z całych sił. Z wolna zapadają się w leśną ścieżkę. Zupełnie jakby w twoich żyłach płynął ołów zamiast krwi... Wilczur dopada cię. I nim zdążysz się przekonać, co tak naprawdę płynie w twoich żyłach, budzisz się... Bo to był tylko sen.