sobota, 10 września 2016

O zgubnych skutkach braku urlopu

Wjechanie tyłem auta w bramę (swoją!) to nie najlepszy sposób na spędzenie wrześniowego poranka. W zasadzie samo wjechanie w bramę nie jest tak straszne jak obwieszczenie o tym zajściu innym. Znaczy się - obcemu łatwo się wyspowiadać. Co innego przyznać się rodzinie i znajomym.
Pełen dezaprobaty wzrok, drwiący uśmiech, potrząsani głową, pełne litości westchnięcie. To wszystko też nie jest tak straszne jak jedno pytanie, które usłyszy się po takowym zajściu:

 "Ale jak to wjechałaś w bramę?"

piątek, 29 lipca 2016

30-letnia babeczka. Bez konserwantów.

Jedliście kiedyś kilkudniowe ciastko? Mnie się zdarzyło. Przyznam, byłam wtedy desperacko głodna. I jeszcze bardziej spłukana. Z całą pewnością miałam wtedy również bardzo złamane serce i do wyboru jedynie ścierkę kuchenną (też kilkudniową). Inaczej nie tknęłabym starej babeczki. Co
innego Pan B. (dalej zwany Panem Mężem). Ten z apetytem zajada się nawet taką 30 letnią. Jak to możliwe?

niedziela, 24 lipca 2016

Na dobre. I na ZŁE


Ż
ycie jest jak serial. Końca nie widać. Znaczy końca kłopotów. Cóż, koniec życia postrzelonej singielki i zamążpójście wcale nie oznacza stabilizacji, o czym raczyłam napomknąć ostatnio. Z resztą o ile bieg życia rzeczywiście ociupinkę zwolnił, o tyle zagęszczenie dziwnych przypadków w nim już nie. Być może te wszystkie dziwy dzieją się dlatego, że z postrzelonej singielki stałam się jedynie postrzeloną żoną. A może dlatego, że życie naprawdę jest jak serial. I to nie koniecznie taki pokroju "Na dobre i na złe", ale raczej "Twin peaks"...

sobota, 16 lipca 2016

Jeden schabowy żoną czyni

Znacie to? Nagle ktoś obraca was do góry nogami. Wciska do dupy motorek i nakręca tak, byście przypadkiem nie zwolnili z piątego biegu. Do tego każe wam żonglować. Potem zamyka oczy, by po
chwili znaleźliście się w zupełnie nowym miejscu. To właśnie spotkało mnie. 

Pół roku minęło jak zjedzenie jednej kostki czekolady... I oto, ni stąd ni z owąd, znalazłam siebie pośrodku lśniąco-białej kuchni. Gotującą zupę pomidorową. Obierającą ziemniaki. I tłukącą mięso na kotlety. Nie byle jakie - schabowe. Bo to nie był byle jaki posiłek. To był obiad dla męża. Zaraz, zaraz... A więc wychodziłoby na to, że ja jestem... żoną

sobota, 9 lipca 2016

Przepis na coś skomplikowanego

Ludzkość XXI wieku trawi wiele dziwnych chorób, takich jak nadęte ego, materializm, Facebook. Jedną z najbardziej dotkliwych, a najbardziej powszechnych jest komplikowanie sobie życia tak bardzo jak tylko się da. Niestety, tą przypadłością zostałam dotknięta i ja. Cóż, los nie oszczędza nikogo, nawet tych, którzy mają na sumieniu jedynie nocne igraszki w kuchni. Podjadanie czekolady, znaczy się.

Choć jestem prostą dziewczyną ze wsi, która ledwo co liznęła wielkomiejskiego życia, mam tendencję do pakowania się w różne dziwne sytuacje. Bóg i ten blog mi tego świadkami.