środa, 29 października 2014

Wypluj to!

W związku z tym, że niektorzy czytelnicy nie lubią być robieni w konia, zaraz na wstępie informuję, że to (prawie w ogóle) nie będzie wpis o robieniu loda. Ani o jedzeniu podejrzanych grzybów zbieranych na kacu w zbyt ciemnym lesie. 
To będzie wpis o miłości. Czyżbym słyszała westchnienie rozczarowania? Zapewniam, nim zdążycie pomyśleć "nuda" i załączyć sobie kolejny filmik Sylwestra Wardęgi, ja dostarczę wam nie mniej wrażeń, niż pies w przebraniu pająka. Chyba... 

czwartek, 23 października 2014

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w... szczęściu!

Raz na jakiś czas muszę to zrobić. I one też. Zakładamy wtedy raczej trampki, niż szpilki. I odkładamy wszystkie inne pilne sprawy na bok. Dokładamy wszelkich starań by nic i nikt nie zakłócił tego wyjątkowego momentu. Ładujemy się do auta. I już wtedy wiadomo, że ładunek który wiezie niedomagający czerwony Golf to nie tylko cztery (raczej) młode kobiety. To coś znacznie cięższego kalibru... 

środa, 15 października 2014

Jak uporać się z odrzuceniem

Najpierw jest baczna obserwacja. Czy to na pewno ten? Czy jest wystarczająco apetyczny? Czy ma odpowiednie gabaryty? Czy zrobi mi dobrze?
Po wytrysku ( zupełnie zbędnych pytań i fanaberii) w końcu się na niego decydujemy. Jednym ruchem sięgamy do sklepowej półki i bierzemy wybrany batonik czekoladowy na wieczne posiadanie. Hola! Nie tak prędko! Uprzednio, trzeba odczekać swoje w kolejce do kasy, następnie zamienić grzecznościowy zwrot z panią kasjerką, wygrzebać z kieszeni drobniaki i... a gdyby tak batonik czekoladowy wcale nie chciał zostać przez nas kupiony? Odmówił bycia naszą własnością.

poniedziałek, 13 października 2014

Wesołe wieści

Wiem. Jestem niesłowna. Nieodpowiedzialna. Zapominalska. Roztrzepana. I pewnie jeszcze istnieje kilka trafnych określeń wobec mojego karygodnego zachowania. Wszak, wyniki konkursu miały pojawić się na Blogu Czekolady w sobotę... Tymczasem mamy poniedziałek. Ale mam też dobre alibi. Otóż, w sobotę byłam zajęta jedzeniem tortu i piciem wesenej wódki. Potem internet był zbyt zajęty treściami około piłkarskimi, by przyjąć inne informacje. Za to ja chwilę później byłam gotowa przyjąć propozycję randki. Czy jest coś, co smakuje na po-weselnym kacu lepiej? Nawet jednodniowy rosół tak nie rozgrzewa. 

Sami widzicie, że istniały poważne przesłanki do przesunięcia daty publikacji wyników konkursu. Poza tym, stare (chyba) słowiańskie przysłowie mówi, że czekoladzie wszystko się wybacza. Laureci wybaczą na pewno. A pozostali może nie pogryzą zbyt mocno, gdy zapowiem, że za miesiąc kolejny konkurs. 

A jaka jest najbardziej pociągająca propozycja z wykorzystaniem czekolady KarmeLOVE? Cóż, bezkonkurencyjny okazał się pikantny przepis G&C, który brzmi następująco: 

"Roztop dwie tabliczki czekolady KarmeLove Wedel w naczyniu do founde. Przygotuj pokrojone w cząstki gruszki, truskawki, banany i chrupiące paluszki. 
Zawiąż oczy i ręce ukochanej osobie.
Najpierw daj jej powąchać przygotowane pyszności. Potem podsuń pod usta. Opisz w najbardziej apetyczny sposob jaki Ci przyjdzie do głowy. Następnie zadawaj seksowne pytania. Za każdą satysfakcjonującą odpowiedź dawaj do zjedzenia jakiś apetyczny kawałek. Gdy temperatura spotkania będzie wystarczająco gorąca, obsmaruj swoje usta czekoladą i daj siebie do schrupania!!!"

Druga nagroda trafia do rąk Ani Pytlik za niesamowicie kreatywne przedstawienie swojej kuszącej propoyzcji: 



Z trzecią nagrodą miałam nie tyle problem, co potwornie wielki problem... Z pomiędzy wszystkich pozostałych propozycji, drogą losowania, nagrodzona zostaje Marta Ostrowska.

Wszystkie nagrodzone osoby, uprzejmie proszone są o kontakt pod adresem: czekolady.blog@gmail.com w ciągu kolejnych trzech dni. W innym przypadku, losowanie odbędzie się powtórnie. 

Gratulacje i smacznego! 

Wszystkie pozostałe przepisy możecie przeczytać pod tym wpisem - klik

wtorek, 7 października 2014

Stosunek przerywany


Zdarza się , że nagle musimy przerwać. Chce nam się siku. Telefon niepokojąco długo dzwoni. Pies za głośno ujada. Albo też przypomni nam się, że na kuchence zostawiliśmy gotujący się ryż. Pardon, to, co z niego zostało. Czyli osmalony garnek. Znowu... 
Niech nas nie palą jednak policzki. To nie żaden wstyd przerwać tuż przed finałem. Nawet jak jedynym wytłumaczeniem jest to, że już dłużej nam się nie chce. W końcu ileż można to robić?!