piątek, 25 lipca 2014

Hera, koka, hash, Pan Taksówkarz i LSD

Ponoć wszyscy jesteśmy od czegoś uzależnieni. Nie zasmakował papieros? Nie ma co się martwić! Dla każdego znajdzie się coś dobrego. Solarium, zdrowa żywność, fast foody, siłownia, seks, czekolada, marihuana, przecier pomidorowy... Słyszałam o wielu dziwactwach w tym zakresie - o ludziach, którzy nie mogli spać bez włączonej suszarki u swego boku albo smakoszach zaczynających każdy dzień od spożycia solidnej dawki papieru toaletowego. Za każdym razem, gdy docierały do mnie tego typu rewelacje, nie łapałam się za głowę, lecz podnosiłam tą głowę dumnie do góry, chełpiąc się, iż moimi jedynymi narkotykami są: arbuz, popcorn i felietony Marcina Prokopa . 

Westchnienie ulgi raczyło się niedawno zamienić w jęk boleści, gdy odkryłam, że wcale nie jestem daleko w tyle za uzależnieniowcami z najniższej półki. 

To mrożące krew w żyłach odkrycie miało miejsce jakiś czas temu w barze z fast foodem (może właśnie dlatego było mrożące krew w żyłach?). I z fast foodem nie miało nic wspólnego. Zamiast nędznej imitacji prawdziwego burgera, miałam bowiem przed sobą mój pamiętnik. Zamiast frytek, w ustach skubałam długopis. Aż w końcu drżącą jak u artretyka ręką napisałam jedno zdanie:

 "Cześć, jestem Aurora i  jestem anonimową taksówkoholiczką". 




wtorek, 22 lipca 2014

Filtry i flirty

W dawnych czasach wszystko było lepsze - powietrze czystsze, młodzież grzeczniejsza i zakupy łatwiejsze. Bo nie było czego kupować. Człowiek wchodził do sklepu i wychodził zadowolony, jeśli dostał nie to, co sobie wymyślił, tylko to, co stało akurat na półkach. A że był to najczęściej ocet, to miał prawo mieć kwaśną minę.

O dziwo, o wiele częściej kwaśna mina zdobi facjaty współczesnych konsumentów, choć ci prócz octu spirytusowego mają do wyboru jeszcze ten z jabłek, winny i balsamiczny. A nadto miliony, a nawet tryliony innych produktów do wyboru. W każdym kolorze. Kształcie. I smaku. I to jest problem. Zamiast stać ze skwaszoną miną i rozbieganym wzrokiem na przeciwko sklepowej półki, należy obrać strategię filtrowania. Dzięki temu nasz rozbiegany wzrok w gąszczu mniej i jeszcze mniej potrzebnych produktów skupi się tylko na tych, które będą zgodne z nałożonymi filtrami.

I tak oto, chcąc kupić filtr przeciwsłoneczny, nie dam sobie wcisnąć  jeszcze olejku do opalania, okularów i dmuchanego krokodyla, który wygląda jak przefarbowana na zielono żyrafa. Nawet jeśli pani hostessa będzie miała uśmiech szerszy od owego krokodyla, a nawet Julii Roberts. Wyjątek zrobiłabym jedynie, jeśli ta reklamowałaby filtry do wody. Albo kawy. Tych wzięłabym całe naręcze. Bo filtr to ważna rzecz.

Może przydać się wszędzie.  

W te upalne dni najbardziej jednak na plaży. W końcu trzeba chronić się przed słońcem. I innymi natrętami. W przypadku słońca wystarczy dobry krem, w przypadku pozostałych nieproszonych gości, należy użyć... flirtu. 

Flirt to żartobliwe i dwuznaczne rozmówki służące poderwaniu obiektu naszego zainteresowania około seksualnego. Brzmi niefrasobliwie. W istocie, flirt to potężna broń. Broń, która służy do filtrowania... facetów.


Tu miała być grafika, ale ilustratorka Bloga Czekolady nadto zajęta jest obecnie flirtowaniem...

Skąd bowiem, w natłoku męskich nagich klat, wiedzieć, za którą stoi coś więcej, niż tylko wyrzeźbione ciało? Owszem, gdyby to była klata Channinga Tatuma, nie miałabym tego typu śmiesznych dylematów. Nie mniej, Channing jest jeden, nadto zajęty, a facetów wokół mnie jak kieszonkowców na Jasnej Górze. 

środa, 16 lipca 2014

Najgorszy zawód świata

W związku z tym, że - wbrew metryce mojego wieku i stanowi konta - zrobiłam sobie bardzo, bardzo długi urlop, mam czas na wiele przyjemności, o których dotychczas myślałam w kategorii nieosiągalnego luksusu. 

Kiszenie ogórków, na przykład. I kiszenie się

Wszyscy wiemy, że nie ma nic gorszego od za bardzo ukiszonych ogórków, które zasadniczo przestają być ogórkami, a przypominają wielką, nabrzmiałą i do tego kaleką dżdżownicę. Bym i ja w taką się nie zamieniła, zajmuję się wieloma innymi frapującymi zajęciami - stanie na chybotliwej drabinie i zbieranie czerwonych, paskudnie kwaśnych kuleczek, nazywanych pospolicie wiśniami. Drylowanie wiśni. Pieczenie z ich udziałem ciast. Jedzenie (też z ich udziałem) ciast. Brodzenie w dziecięcym baseniku. Zmienianie koloru skóry na bardziej czekoladowy (!). 

niedziela, 13 lipca 2014

Pigułka na brak faceta

Przyroda nie znosi pustki. Wyginęły dinozaury, to chwilę później na ich miejsce przypełzły inne stwory, których krewniakami jesteśmy. Dlatego brak faceta, choć sam w sobie nie jest złem, również domaga się wypełnienia. 

Najczęściej  tym wypełniaczem są lody, wino, czekolada, piwo,  serowe krakersy, seriale, whisky, nowe szpilki, wódka... Wódka? Jeśli dochodzimy już do samego dna - a niekoniecznie jest to dno butelki - to niezawodny znak, że pora oddalić od siebie wszelkie wyskokowe trunki i raczej wyskoczyć na miasto. 

Nie do nocnego sklepu po jeszcze więcej ciastek, a nocnego klubu po jedno konkretne Ciacho
Faceta, znaczy się.





poniedziałek, 7 lipca 2014

Keep calm and rezygnuj z Wielkiego Dobra

Kilka lat zastanawiałam się, ile trzeba by mi było zapłacić, bym zjadła zupkę chińską. W końcu doszłam do wniosku, że nie istnieje taka suma. Podobnie jak nie istnieje taka opcja, bym w ogóle kiedykolwiek tknęła zupkę w proszku, choćby i kijem. Wyjątkowo długim kijem.

Rezygnacja jest łatwa, prosta i przyjemna, gdy przychodzi nam rezygnować z czegoś, co jest ewidentnym złem, świństwem i podłością. Niestety, nie zawsze możemy liczyć na dotyk takiego luksusu...

Po pierwsze, dlatego że nie zawsze na pierwszy rzut oka potrafimy odróżnić Wielkie Dobro od Zwyczajnej Tandety.

Po drugie, nawet gdy opanowaliśmy do perfekcji powyższą sztukę, okazuje się, że prócz Wielkiego Dobra istnieje Dobro Jeszcze Większe

I - o dziwo! - tu zaczyna się problem. 

grafika: Aga Urbanek (dla OPAK)