środa, 15 października 2014

Jak uporać się z odrzuceniem

Najpierw jest baczna obserwacja. Czy to na pewno ten? Czy jest wystarczająco apetyczny? Czy ma odpowiednie gabaryty? Czy zrobi mi dobrze?
Po wytrysku ( zupełnie zbędnych pytań i fanaberii) w końcu się na niego decydujemy. Jednym ruchem sięgamy do sklepowej półki i bierzemy wybrany batonik czekoladowy na wieczne posiadanie. Hola! Nie tak prędko! Uprzednio, trzeba odczekać swoje w kolejce do kasy, następnie zamienić grzecznościowy zwrot z panią kasjerką, wygrzebać z kieszeni drobniaki i... a gdyby tak batonik czekoladowy wcale nie chciał zostać przez nas kupiony? Odmówił bycia naszą własnością.

poniedziałek, 13 października 2014

Wesołe wieści

Wiem. Jestem niesłowna. Nieodpowiedzialna. Zapominalska. Roztrzepana. I pewnie jeszcze istnieje kilka trafnych określeń wobec mojego karygodnego zachowania. Wszak, wyniki konkursu miały pojawić się na Blogu Czekolady w sobotę... Tymczasem mamy poniedziałek. Ale mam też dobre alibi. Otóż, w sobotę byłam zajęta jedzeniem tortu i piciem wesenej wódki. Potem internet był zbyt zajęty treściami około piłkarskimi, by przyjąć inne informacje. Za to ja chwilę później byłam gotowa przyjąć propozycję randki. Czy jest coś, co smakuje na po-weselnym kacu lepiej? Nawet jednodniowy rosół tak nie rozgrzewa. 

Sami widzicie, że istniały poważne przesłanki do przesunięcia daty publikacji wyników konkursu. Poza tym, stare (chyba) słowiańskie przysłowie mówi, że czekoladzie wszystko się wybacza. Laureci wybaczą na pewno. A pozostali może nie pogryzą zbyt mocno, gdy zapowiem, że za miesiąc kolejny konkurs. 

A jaka jest najbardziej pociągająca propozycja z wykorzystaniem czekolady KarmeLOVE? Cóż, bezkonkurencyjny okazał się pikantny przepis G&C, który brzmi następująco: 

"Roztop dwie tabliczki czekolady KarmeLove Wedel w naczyniu do founde. Przygotuj pokrojone w cząstki gruszki, truskawki, banany i chrupiące paluszki. 
Zawiąż oczy i ręce ukochanej osobie.
Najpierw daj jej powąchać przygotowane pyszności. Potem podsuń pod usta. Opisz w najbardziej apetyczny sposob jaki Ci przyjdzie do głowy. Następnie zadawaj seksowne pytania. Za każdą satysfakcjonującą odpowiedź dawaj do zjedzenia jakiś apetyczny kawałek. Gdy temperatura spotkania będzie wystarczająco gorąca, obsmaruj swoje usta czekoladą i daj siebie do schrupania!!!"

Druga nagroda trafia do rąk Ani Pytlik za niesamowicie kreatywne przedstawienie swojej kuszącej propoyzcji: 



Z trzecią nagrodą miałam nie tyle problem, co potwornie wielki problem... Z pomiędzy wszystkich pozostałych propozycji, drogą losowania, nagrodzona zostaje Marta Ostrowska.

Wszystkie nagrodzone osoby, uprzejmie proszone są o kontakt pod adresem: czekolady.blog@gmail.com w ciągu kolejnych trzech dni. W innym przypadku, losowanie odbędzie się powtórnie. 

Gratulacje i smacznego! 

Wszystkie pozostałe przepisy możecie przeczytać pod tym wpisem - klik

wtorek, 7 października 2014

Stosunek przerywany


Zdarza się , że nagle musimy przerwać. Chce nam się siku. Telefon niepokojąco długo dzwoni. Pies za głośno ujada. Albo też przypomni nam się, że na kuchence zostawiliśmy gotujący się ryż. Pardon, to, co z niego zostało. Czyli osmalony garnek. Znowu... 
Niech nas nie palą jednak policzki. To nie żaden wstyd przerwać tuż przed finałem. Nawet jak jedynym wytłumaczeniem jest to, że już dłużej nam się nie chce. W końcu ileż można to robić?!

piątek, 3 października 2014

Ciągotki

Wiadomo - najłatwiej jest w życiu spieprzyć to, co z pozoru najprostsze. Ten kto był choć raz na pierwszej randce, wie, o czym rozprawiam. Niby zwykłe spotkanie. Niby zwyczajna rozmowa. Niby... Spocone ręce, suchość w gardle, drżące łydki... Wreszcie pospolity bełkot zamiast powabnego flirtu przeplatanego wyciągami z Tołstoja i Eco. Czyżby to skutki zażycia nie dopuszczonej w prawie polskim substancji? A może powikłania po grypie? Lub też zaczątki czegoś co skończy się w kaftanie bezpieczeństwa?
Nic z tych rzeczy.

Toż to najzwyklejsze skutki...

sobota, 27 września 2014

Zróbmy to od tyłu

Zacznijmy od tego, że nie ma nic zdrożnego w robieniu rzeczy od tyłu. Wszyscy to lubimy. Nie pytajcie dlaczego, ale mężczyźni lubią to bardziej od kobiet. Dajmy na to, taki Steve Jobs. Albo Pan Taksówkarz. Ten pierwszy od dupy strony założył swoje jabłkowe imperium. Ten drugi założył, że uda mu się wejść od tyłu. Nie do imperium. 

Nim wyjaśnię w jakich okolicznościach Pan Taksówkarz chciał wejść od tyłu i w co, muszę sama przed sobą przyznać, że był w tym naprawdę dobry! Nie spodziewałam się, że jego ciało jest tak giętkie, sprawne i gibkie. Jako bierna obserwatorka mogłam podziwiać jego wyczyny. I od samego patrzenia stałam się... mokra. Cóż, rzecz działa się pewnego dżdżystego wieczoru na parkingu. Ja stałam w strugach deszczu, a Pan Taksówkarz próbował włamać się do własnego samochodu. Gdy po piętnastu minutach oboje zrozumieliśmy, że łagodnym przemawianiem do klamki nie zdziałamy nic ponad pełne politowania spojrzenia innych użytkowników parkingu, zdecydowaliśmy się na dotarcie na przód samochodu przez bagażnik

Udało nam się wejść do auta. Ale nie udało nam się wejść w związek małżeński. Rozstaliśmy się również od tyłu ( czyt. zaraz po tym jak znowu zaczęliśmy być razem). Być może dlatego, że urodziłam się pośladkowo i ciąży na mnie klątwa robienia wszystkiego od dupy strony? A być może czasem trzeba trzeba wejść na drogę prowadzącą przed ołtarz, by zrozumieć, że to ostatnia wspólna droga.

W każdym bądź razie, związek się rozpadł. Czyżby dlatego, że zaczął się też od tyłu?
Znaczy od łóżka. Może najpierw powinny być niedzielne zaloty, umiarkowany flirt nad filiżanką niezbyt mocnej kawy, grzeczne trzymanie się za rękę, zamiast wkładania tej ręki pod spódniczkę... Może najpierw trzeba było to wszystko przemyśleć, nim zrobiło się kolejny krok ?





Phi!
Dosyć tych smutnych szekspirowskich rozterek!

Być może działanie nie poprzedzone długotrwałym namysłem, po brzegi wypełnionym logiką jest domeną gimnazjalistów i kobiet u szczytu PMSa. Jest też jednak zarazem szczytem... dojrzałości i odwagi!

Czasem warto kupić królika, a dopiero kilka dni później nadać mu imię. Zabukować bilet nad morze, nim zorganizuje się nocleg. Opróżnić słoik Nutelli, by dopiero potem policzyć ile to był kalorii (aż tyyyle?!). Pocałować faceta, by dopiero za jakiś czas zastanowić się, kim dla mnie jest. Po 28 latach życia wiem jedno - życie jest zbyt nieprzewidywalne, by zakładać, że wszystko się zdoła przewidzieć. Zamiast zastanawiać się w nieskończoność, co powinno się zrobić, przeliczać czy warto i głowić się jakie będą konsekwencje, trzeba powiedzieć sobie: zróbmy to!. Nawet gdyby to miało oznaczać zrobienie kilku kroków w tył. Ja cofnęłam się wstecz. Znaczy, znów (po 8 latach) wróciłam do domu rodzinnego, (po półtora roku) stanu wolnego i (po 3 latach) stanu bezrobotnego (i mam więcej do roboty, niż przez ostatnie trzy lata na etacie...). Dzięki temu wiele spraw zobaczyłam jednak z dystansu. I znalazłam wreszcie czas, by przyjrzeć się życiu. Od tyłu... Może to jeszcze nie koniec świata, a i do Zaduszek kawałek czasu, ale wyobraziłam sobie moment śmierci. Czy wtedy będzie się liczyć, że moje życie było logicznie poukładane? Że było przewidywalne jak wypowiedzi Terlikowskiego. I równie nudne? 

Popijając kubek gorącej czekolady, od momentu śmierci płynnie przeszłam i do początków istnienia. Czy ludzie decydowali by się posiadać dzieci, jeśli uprzednio wiedzieliby ile czasu, pieniędzy i nade wszystko nerwów będzie ono zjadać? Tymczasem z upodobaniem konsumują swoje związki (choćby i od tyłu...), sprawiając, że za jakieś dziewięć miesięcy przyjdzie na świat dowód na to, że nie trzeba być na wszystko przygotowanym, by być gotowym. 

Ludzie rozstają się po zaręczynach, schodzą po rozwodzie, rodzą dzieci przed ślubem, zdają maturę po 40, bo nie ma czegoś takiego jak jedyna słuszna koncepcja życia. Istnieje tylko jeden słuszny moment na to, by żyć i cieszyć się tym życiem - teraz. Bez względu czy robimy to według utartych schematów.

Wedle utartego schematu, tym oto sposobem doszłam do tyłu tego felietonu, mając skromną nadzieję, że nie jest on do tyłka (ogładnie mówiąc). A nawet jeśli, nie mam zamiaru więcej oglądać się do tyłu. Pora na coś nowego. A może kogoś. W każdym bądź razie, nie napiszę nic więcej, bo za bardzo wybiegłabym do przodu, tymczasem to CEINOK.